_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

21.09.2015

6 Gameweek Premier League


Nie lubię za bardzo takiej sytuacji, kiedy nie mam za bardzo pomysłu na wstęp do podsumowania kolejki. Wiem, że były derby dwóch miast, ale teraz uwaga całego piłkarskiego świata, zainteresowanego angielską piłką, jest skupiona na bitwie na Stamford Bridge.


Bo to nie był tylko mecz, to była bitwa. Bitwa, którą wygrał Jose Mourinho. Ośmieszył on menedżera Arsenalu, bo piłkarze gości nie mieli dobrego planu na mecz. Właściwie chyba nie mieli żadnego, a w Premier League nie da się grać w oparciu o zasadę ‘jakoś to będzie, może się uda’. Na to mogą sobie pozwolić zespoły nie marzące o wysokich miejscach na koniec. Wszyscy wiedzieliśmy, że defensywa Chelsea ma problemy w tym sezonie. Arsenal jednak nie przetestował jej poważniej. Nie skłonił do większego wysiłku i nie dał szansy na popełnienie błędów. Natomiast sam popełnił błędy. Pierwszym było pozwolenie, żeby karty w meczu rozdawał Diego Costa. Dla mnie sprawa jest kryształowo jasna. On jest jak świeczka. Rzucona do wody, czy na ziemię, nie wywoła większego zamieszania. Wrzucona jednak na stertę gazet, czy do pojemnika z benzyną, wywoła pożar. Jak dodamy do tego arbitra, który nie panował do końca nad piłkarzami i przebiegiem meczu, to wyjdzie nam taka bójka. Costa powinien wylecieć z boiska w pierwszej połowie, bo machanie wyimaginowaną kartką, masaż twarzy Laurenta Kościelnego, czy uderzenie go bodiczkiem (tak można potraktować zagranie z końcówki pierwszej połowy), to upomnienia na kilka żółtych kartek. Ciągłe prowokowanie rywali to kolejne upomnienia. Tylko znalazł wśród rywali piłkarza, który zgodzi się na występ w tym jego teatrze. Stąd czerwona kartka dla Gabriela Paulisty. Na miejscu menedżera udusiłbym piłkarza, który tak by się zachował. Przed meczem spędziłbym godziny tłumacząc swoim zawodnikom, czego mogą się spodziewać i czego absolutnie robić im nie wolno. Rozumiem, że Arsenal chciał grać w piłkę, ale to przeciwnik dyktował warunki. Skoro Chelsea nie za bardzo chciała wymieniać argumenty czysto piłkarskie, to trzeba było niestety zmusić ją do tego, żeby zaczęła grać. Nie reagować na te wszystkie zagrywki psychologiczne. Nie wdawać się w spory, tylko starać się grać. Zmuszać defensywę do wysiłku, odcinać napastnika od podań, wreszcie sprawić, że plan menedżera na ten mecz przestanie działać. Ta ostatnia rzecz została perfekcyjnie wykonana przez graczy Chelsea i w nagrodę jest wygrana.

To coś, o czym mogą marzyć zespoły z hrabstwa Tyne and Wear. Stadiony dwóch rywalizujących ze sobą klubów dzieli 30 minut jazdy samochodem. Do tego dwa ostatnie miejsca w tabeli zajmują drużyny Newcastle i Sunderlandu. Tak więc to chyba klimat jest niedobry w tamtym rejonie. Obie drużyny popełniają fatalne błędy w obronie. O ile Sunderland, można powiedzieć, jest do tego przyzwyczajony, bo to kolejny sezon, który źle zaczynają, tak Newcastle mocno rozczarowuje. Nie lubię, gdy menedżer szuka takich wymówek i mówi o potrzebie czasu. To jest praca w Premier League, tu czas na zmiany ma miejsce latem, kiedy liga nie gra. Natomiast w trakcie sezonu zespół musi być gotowy do rywalizacji. Nie ma miejsca na tłumaczenia, że coś nie zostało dopilnowane. Jak menedżer tego nie zrobił, to niestety ale czeka go zwolnienie. To jest bardzo proste.

Prostych rozwiązań nie ma w Sunderlandzie, ale dla mnie pozostawienie Dicka Advocaata jest pewnego rodzaju błędem. Został zatrudniony w poprzednim sezonie, żeby być strażakiem. Z tego zadanie wywiązał się znakomicie i uratował zespół. Później chciał jednak odejść na emeryturę, co nie dziwi jak się ma 67 lat. Trzeba było mu na to pozwolić i poszukać kogoś nowego, chętnego do pracy. W tym momencie Sunderland potrzebuje kogoś, kto będzie żmudnie pracował nad poprawą losów klubu. Advocaat nie jest moim zdaniem takim człowiekiem. Wiem, że pomógł w transferach, ale gra defensywna malowniczo padła i leży. 6 spotkań i 13 straconych goli? To niestety częste u spadkowiczów. Tabela zaczyna szybko odjeżdżać, bo to już tak właściwie pięć punktów straty. Łatwych meczów nie widać za bardzo w kalendarzu, więc to chyba będzie kolejny trudny sezon i całkiem możliwe, że szukanie kolejnego strażaka.

Zakończę na meczu, który może określić sytuację w czołówce tabeli. Wszyscy chyba znamy słynny cytat ‘Niczego nie wygrasz z dzieciakami’ Alana Hansena. Teraz całkiem możliwe, że widzimy to w Tottenhamie. Nie było głośniejszych transferów, zaufano młodzieży. Dele Alli 19 lat, Eric Dier 21 lat, Erik Lamela 23, Son też 23, Harry Kane 22, Nabil Betaleb 20, Ryan Mason mający 24 lata to już starszy gracz jak widać i tak można dalej. Oni za sezon, jak utrzymają zdrowie i formę, mogą być groźni dla każdego i śmiało marzyć o wysokich miejscach. Na razie wygrywają bitwy, wyszarpując punkty. Poprzedni wyjazdowy mecz w Londynie zespół CP wygrał. I to gdzie, na boisku Chelsea. W tym próbował, ale się odbił. Można powiedzieć, że gospodarze mieli więcej szczęścia, ale ono zawsze sprzyja lepszym. A jak jeszcze odblokuje się Kane, to zacznie robić się ciekawie.

Następna kolejka w sobotę. Zaczynamy meczem Tottenham – Manchester City. Potem Liverpool – Aston Villa i kończymy sobotę pojedynkiem Newcastle – Chelsea. W międzyczasie mecz Leicester – Arsenal. Co by nie mówić, pojedynek czwartej i piątej drużyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz