_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.11.2015

11 Gameweek Premier League


Pisanie o piłce nożnej jest jednak głupie. Tak właściwie każdy wynik można podsumować jednym zdaniem. Menedżer drużyny A podjął lepsze decyzje, niż menedżer drużyny B. Rozumiem, że obdziera to futbol z romantyzmu, ale tylko najbardziej pozytywistycznie nastawione drużyny, podejmujące na podstawie wiedzy dobre decyzje, wygrywają.


Dlatego trzeba zadać sobie pytanie, czy Chelsea podejmuje dobre decyzje? Klub moim zdaniem popełnił jeden błąd. Dał menedżerowi czteroletni tłusty kontrakt. Dlatego otworzyło to przed nim nowe możliwości. Może on powtarzać, że zamierza pracować, że odwróci losy drużyny, ale tak właściwie gra tylko o to, żeby zostać zwolnionym. To da mu pieniądze bez potrzeby rozwiązywanie kryzysu. Drugie pytanie, jakie można sobie zadać, czy Chelsea ma kryzys? Tak, bo drużyna którą chyba cały świat widział na pierwszym miejscu w tabeli, szoruje praktycznie po dnie. W zapowiedzi sezonu pisałem, że nie zdziwiłoby mnie zwolnienie portugalskiego szkoleniowca, bo najwyraźniej nie potrafi on wynaleźć się na nowo po udanych sezonach. Przypomina mi on artystę, który zna tylko jeden zestaw sztuczek, którymi może bawić publiczność. Za pierwszym razem wszyscy będą bić brawo, za drugim pojawią się głosy, że nie ma niczego nowego, za trzecim widownia nie przyjdzie, albo pójdzie z sali widząc te same rzeczy. I tak samo jest w Chelsea teraz. Te same zagrania, które były już wcześniej. 10-15 lat one zdawały egzamin, bo były nowe. Teraz jednak menedżer próbuje sprzedać nam stare rzeczy w nowych opakowaniach. To nie może zdać egzaminu. Nie dostrzegam po piłkarzach za bardzo tego, że są gotowi umrzeć na boisku za menedżera. Nie oszukujmy się, piłkarze Chelsea nie przestali być dobrymi zawodnikami. Tylko z jakiegoś powodu nie pokazują tego na murawie. Gdzieś ten delikatny bilans w zespole, o którym często mówi się chemia, zniknął. Piłkarze nie chcą za bardzo grać. Można powiedzieć, że to forma strajku. Dopóki ktoś, czyli właściciel, nie podejmie pewnej decyzji, to londyński zespół będzie tak buksował w miejscu i będą przydarzały się takie porażki jak z Liverpoolem. Wcale Liverpool nie był taki dobry. Po prostu Chelsea zagrała bardzo źle.

Czy źle gra Manchester United to kwestia na równie długie wyjaśnienia niestety. Nie da się ukryć, że porażka z Arsenalem, ten blitz wykonany przez graczy Kanonierów, pozostawił pewne ślady. Widać, że akcenty w zespole zostały położone mocniej na defensywę, a na tym cierpi ofensywa. Po prostu w drużynie nie ma zawodnika, który potrafiłby zrobić różnicę w ataku. Można się zastanawiać, czy to taktyka trenera nie pozwala, czy zawodnicy nie mogą. Dla mnie każdy trener powinien budować zespół od tyłu. Atak wygrywa przecież bitwy, czyli poszczególne mecze, ale wojny (czyli sezony), wygrywa defensywa. Nie uciekniemy od tego, a jak zespół poświęci za dużo sił i uwagi na obronę swojej bramki, to potem z przodu też jest zero. Trochę szokujące jest jednak to, że zespół teraz potrzebuje tak wiele sił w defensywie. Kiedyś ta formacja zespołu była najlepsza w lidze. Teraz są problemy z naoliwieniem tego mechanizmu, tak żeby mógł on działać sam z siebie. Dla mnie zespół jest wciąż w budowie, a na końcu sezonu może brakować tych punktów pogubionych w takich spotkaniach.

Podobne uwagi o pogubionych punktach można kierować do zespołu Bournemouth. Przed sezonem pisałem, że wiele będzie zależeć od tego, jak zespół poradzi sobie z pierwszym i następnymi kryzysami. To znaczy jak długie one będą, jakie straty spowodują. No i po wczorajszym meczu trudno o optymizm. Southampton nie zagrał wielkiego meczu. Nawet osłabienie od 78 minuty nie spowodowało, że goście byli blisko urwania punktów. Dwie bramki w pierwszej połowie ustaliły wynik spotkania i zmusiły Bournemouth do większych ataków. Tylko że trudno o skuteczny atak, jak brakuje jakości w składzie. Nie stracili pięciu bramek, ale nie sądzę, że gospodarze chcieli się za bardzo zabijać na boisku o kolejne trafienia. Słowa menedżera gości po meczu, że zespół musi poprawić się zarówno w ataku, jak i w defensywie, zwiastują, że sytuacja jest poważna. Zwłaszcza w defensywie wymagane są zmiany na lepsze, bo jak się traci ponad dwie bramki na kolejkę, to naprawdę trudno pozostać w lidze. Patrząc na zespół nie dostrzegam za bardzo powodów do optymizmu. Owszem, były kontuzje, ale żaden menedżer nie może mówić, że bez nich byłoby cudownie. To jest naturalne ryzyko w pracy każdego szkoleniowca po prostu. Nigdy nie wiesz, kiedy filary klubu będą mieć obniżkę formy i/lub kontuzję. Trzeba być po prostu przygotowanym na różne niespodzianki, które przynosi sezon.

Dzisiaj mecz Tottenham – AV (goście mają w końcu menedżera), a następna kolejka w sobotę. Zaczynamy sześciopakiem, czyli meczem Bournemouth – Newcastle. Następnie West Ham – Everton, a w niedzielę derby Londynu Arsenal – Tottenham. Potem będzie przerwa na mecze reprezentacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz