_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

21.12.2015

17 Gameweek Premier League


Spokojna, świąteczna kolejka. Nigdzie nie słychać doniesień, że następny menedżer straci pracę. No dobra, żarty na bok, bo sytuacja wokół Luisa Van Gaala robi się coraz bardziej gorąca.


Porażka z Norwich u siebie to kolejne wiadra węgla dorzucone do paleniska. Tym bardziej, że jedno wielkie nazwisko jest wolne. Spodziewałem się w tym meczu jakiejś reakcji po porażce z Bournemouth. W końcu to trzy punkty stracone, ale znaczenie dla drużyny ma drugi i następne mecze. Jeden mecz nie decyduje o niczym, dopiero ich seria ma poważniejsze skutki. Manchester przegrał trzy razy. Każda porażka niosła ze sobą wymierne straty. Ta z Wolfsburgiem skazała zespół na grę w Lidze Europy. Wspomniana z Bournemouth wyrwała wszystkie okna i drzwi, jak wichura uderzająca w miasto. Ta z Norwich wstrząsnęła gmachem, który budował menedżer. Defensywa United, można powiedzieć fundament we wcześniejszych meczach, w tym zachowywała się fatalnie. Za łatwo goście w tym meczu zdobywali teren, za łatwo dochodzili do dobrych sytuacji, wreszcie za łatwo pokonali bramkarza. Miałem wrażenie, że oglądam zespół za czasów późnego Davida Moyesa. Tylko że Szkot nie wydał furgonetek pieniędzy. Nie sprowadził swoich zawodników, musiał pracować ze składem, który pozostał. Będę się upierał, że potrzebował czasu. Holendra nic nie broni. Klub nie żałował pieniędzy, a efektów na boisku nie widać. Obrona w ruinie, linia pomocy w remoncie, ataku nie ma. Chyba nikt nie sądzi, że dwudziestolatek z Francji będzie odpowiedzią na problemy klubu. Tym najpoważniejszym jest niemożliwość odnalezienia się w pustce po poprzednim menedżerze. SAF potrafił po prostu oszukać swoich graczy. Wmówić im, że są lepsi niż naprawdę byli. Ale to jest sztuka, którą nie każdy zna. Zwolnić Holendra? Problem polega na tym, że naprawdę trudno znaleźć lepsze nazwisko. Można powiedzieć Mourinho, ale to będzie jak wół przy karecie. Menedżer, który hołduje innym wartościom, niż klub. Ryan Giggs? Nieostrzelany na polu walki źrebak. Gary Neville? On ma swoje problemy w Hiszpanii. Drużyna potrzebuje czasu, by przegrupować się po stracie Fergusona. Zmienianie menedżerów nic nie pomoże. Ktoś musi po prostu posprzątać szatnię i odnaleźć się w świecie bez Szkota.

W świecie bez poprzedniego trenera po mistrzowsku odnalazł się Leicester, ale nie oszukujmy się. Ten żar zaraz się wypali. Menedżer jasno określił, że celem na ten sezon jest zdobycie 40 punktów. Drużynie brakuje jeszcze dwóch oczek, ale osiągnięcie tego zdemobilizuje zespół. Ona już nie będzie tym samym zespołem, co wcześniej. To jest właśnie problem z odpowiednim wyznaczaniem sobie celów. Przed sezonem zdobycie 40 punktów wydawało się całkiem racjonalnym zadaniem. Dodajmy do tego menedżera, który chciał się odbić od dna. Z tego urodziła się pozycja lidera na święta. W spotkaniu z Evertonem pomogły błędy w defensywie rywala. Nie wiem, ile razy mam to napisać, ale Everton nie potrafi zorganizować się w obronie. To nie jest drużyna, która może bić się o miejsca w czołówce. Defensywa przydaje się przez cały sezon. Ofensywa od czasu do czasu. Mówimy niby o małych rzeczach. Cztery bramki stracone mniej mogłyby dać dodatkowe osiem punktów. Inaczej byśmy rozmawiali o drużynie, gdyby miała 31 punktów. W ofensywie to wygląda super. Problem jest w innym miejscu boiska. Nie w nazwiskach, ale w taktyce meczowej.

Aston Villi nie pomoże już chyba żadna taktyka. Biorąc pod uwagę, że innych tak słabych drużyn nie ma, to potrzebowaliby 39 punktów na koniec. Mówiąc w skrócie, 20 meczów, 32-33 punkty. Jakoś nie widzę za bardzo takich zdobyczy, spoglądając w kalendarz spotkań klik. Spotkanie z Newcastle, no sześciopak. Spotkały się w nim dwie bardzo słabe drużyny z nożem na gardle. Aston Villa już właściwie przegrała, ale Siem de Jong spudłował setkę, a potem Jordan Ayew zdobył bardzo ładnego gola. W następnych meczach nie będzie już kart wyjście z więzienia. Inne zespoły po prostu nie zostawią tyle swobody na boisku. Nie dadzą czasu i miejsca, żeby zacząć grać. Nawet nie wiem, czy styczniowe okienko transferowe w czymś pomoże. Po pierwsze gracze nie chcą za bardzo trafiać do klubu, który spadek z ligi ma wypisany na czole. A jak się uda kogoś przekonać, to za takie pieniądze, że szkoda rozbijać bank moim zdaniem.

Na koniec kronika Kloppkriegu. Miesiąc temu Liverpool zdemolował Manchester City. Od tego czasu bilans to 1-1-2. Zawsze mnie ciekawiło, jak nowy menedżer poradzi sobie w nowych warunkach. Dla kogoś, kto wcześniej pracował w klubie mającym przerwę zimową, zmierzenie się z realiami angielskiej piłki może być trudne. Liverpool w styczniu zagra siedem razy. W Europie to czas na zastanowienie się i poprawienie na drugą połowę rozgrywek. W Anglii tego nie ma, tam musisz reagować na bieżąco. Widać wyraźnie, że efekt nowości szybko się wypalił. Będzie potrzebny czas na optymalne przygotowanie drużyny do rozgrywek i przygotowanie siebie. To nie jest sezon 1+1, ale 2.5 przez cały czas. Walcząc o pierwszą czwórkę nie możesz popełniać zbyt dużych pomyłek. Pięć punktów można jeszcze odrobić, ale z taką defensywą to będzie trudne.

Dzisiaj mecz, który ma dużą szansę wyłonić mistrza na koniec. Następna kolejka w Boxing Day. Wszystkie mecze zostaną rozegrane 26 grudnia, bo następna kolejka dwa dni później. Ciekawie powinno być w meczu Stoke - Manchester United. Do tego Bournemouth - Crystal Palace i Swansea - West Brom, bo to sześciopak. Liverpool - Leicester to całkiem dobry mecz na zwycięstwo gospodarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz