_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

04.02.2016

24 Gameweek Premier League


Pierwsza kolejka, gdzie nie wisiało już nad piłkarzami widmo zmian klubu. Teraz muszą oni zacisnąć zęby i pracować, żeby latem wynegocjować wyższe umowy. W końcu te telewizyjne pieniądze wpłyną na wysokość kontraktów. Tylko trzeba dograć ten sezon i wykrzesać z siebie 110% formy.

Widzimy to chyba po piłkarzach Leicester. Pierwszy mecz z Liverpoolem zapoczątkował mały kryzys. Drużyna zdobyła tylko 6 punktów na 15 możliwych i wydawało się, że ten balonik pęka. Tylko że piłkarze się pozbierali, podejrzewam, że nowe cele zostały jasno określone, dlatego teraz każdy mecz w wykonaniu Leicester może być ciekawy. No i starcie z Liverpoolem zaskoczyło. Przede wszystkim goście zagrali bardzo nijako. Mnie nie dziwią za bardzo słowa menedżera po meczu, który w zakamuflowany sposób skrytykował swoich zawodników. Widać wyraźnie, że wyczerpały się argumenty w grze ofensywnej. W defensywie to też nie wyglądało za dobrze. Mimo że piłkarze Leicester objęli prowadzenie po bramce, która zostanie uznana prawdopodobnie za gol sezonu, nie można było nie dostrzec przewagi tej drużyny. W kontekście walki o tytuł robi się ciekawie. Widziałem w trakcie tego meczu kilka wymian podań, których nie powstydziłyby się naprawdę silne zespoły. Jeśli piłkarze Lisów nauczyli się grać ładnie i skutecznie, to mają duże szanse na walkę o tytuł. Miejsce w pierwszej czwórce wydaje się być już przesądzone.

O takich celach nie marzą piłkarze West Brom, czy Swansea, ale w tej kolejce stoczyli prawdziwy sześciopak. Niby bezpośrednio spadek jeszcze nie zagraża, ale seria pomyłek zepchnie zespół w dół ligowej tabeli. Zaskoczyło mnie jak łatwo piłkarze gości zneutralizowali silne strony gospodarzy. Tak jak po meczu powiedział menedżer, przed spotkaniem wynik 1-1 zostałby uznany za dobre osiągnięcie dla zespołu gości. Po już można powiedzieć, że Swansea straciła dwa punkty. Nie chodzi tylko o stratę gola w końcówce, ale o ogólne wrażenie z przebiegu meczu. Rozumiem, że bramkarz Swansea zanotował kilka dobrych interwencji, ale tego wymaga się od bramkarza. W końcu można zagrać świetny mecz, ale jak nie zmusi się bramkarza rywali do kapitulacji, to z tej przewagi punktów nie będzie. Tylko że ten wynik nie powinien mieć złych skutków. Wydaje się, że obie te drużyny zmierzają w dobrą stronę.

Tego nie można powiedzieć o drużynie Newcastle, której sezon rozchodzi się w niepokojąco szybkim tempie. Nie można było dostrzec za bardzo efektu tych nowych zakupów. Te pieniądze nie zostały potwierdzone wzrostem jakości. Niemoc drużyny w ataku potrafi być przerażająca. Przed meczem niemal wszystko zdawało się sprzyjać gościom. Wynik ostatniego meczu spętał nieco piłkarzy Evertonu, bo teraz oni musieli. Wystarczyło więc wsypać odpowiednią ilość piasku w tryby tej maszyny, żeby na końcu cieszyć się w wygranej. Zamiast tego zabrakło mi odpowiedniej reakcji ze strony menedżera gości. Po prostu oczekiwałbym nieco innych rozmów przed meczem, tak żeby piłkarze po prostu pokazali, co potrafią. Tylko że Steve McClaren choruje na to samo, co zdecydowana większość menedżerów z wysp. Jest po prostu słabym menedżerem. Chyba nie było lepszej okazji na wygranie tego meczu. Zamiast tego jest porażka i Championship zaczyna rysować się coraz wyraźniej na horyzoncie. Do końca wiele meczów, ale realistycznie w tej walce za kilka kolejek zostaną 2-3 drużyny. Reszta będzie już za wysoko, albo za nisko.

Następna kolejka już w sobotę. Manchester City - Leicester to spotkanie drugiej drużyny z liderem. Z kolei mecz Aston Villa - Norwich to salon ostatniej szansy dla obu zespołów. Najgorszym wynikiem będzie remis, bo on niejako skazuje na spadek. Wygrana pozwoli z optymizmem patrzeć na jutro. W niedzielę Chelsea - Manchester United. To na pewno nie będzie taki mecz, jak wcześniej, ale dla gości skutki mogą być daleko idące.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz