_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

03.03.2016

28 Gameweek Premier League


Taka kolejka z takimi wynikami może nieco wywrócić fundament, na którym opiera się cała ta pisanina o Premier League. Ale to nie jest problem czy jakieś zmartwienie. Nikt przecież nie wie, czy dany mecz zakończy się remisem, czy wygraną którejś ze stron. Gdyby to było takie proste i wszystkie odpowiedzi znane byłyby wcześniej, to firmy bukmacherskie nie istniałyby na rynku. A skoro istnieją, to zdarzają się takie dziwne kolejki. Gdzie niby wszystko się zmienia, ale jednocześnie pozostaje bez zmian w tym samym miejscu.


Weźmy na przykład derby Londynu, czyli starcie West Ham - Tottenham. Okazało się, że gości trochę zgubiła presja pierwszego miejsca, na które trafiliby po wygranej. Kontuzje swoją drogą, ale też menedżer gospodarzy miał po prostu lepszy plan taktyczny na mecz. No i jak strzelasz bramkę w siódmej minucie, to rywale muszą pokazać się z dobrej strony. Sam gol taki łatwy, wydawało mi się, że defensywa Tottenhamu jest przygotowana na takie zagrania. W końcu mam wrażenie, że już widziałem takie bramki w tym sezonie, strzelone przez West Ham. To był po prostu zły dzień dla gości, kiedy mało rzeczy wychodziło. Harry Kane zabrał złe buty na mecz, bo kilka swoich szans zmarnował. W innym spotkaniu to byłyby gole. Wiem, że czwarta porażka w sezonie jeszcze o niczym nie decyduje, ale niepokojąca jest ta niemoc drużyny. Do końca sezonu cztery trudne mecze, a z taką formą trudno będzie o punkty. Wiem, że pierwsza drużyna w podsumowaniu danego miesiąca notuje potem mały, bądź większy, kryzys formy, ale coś mi nie pasowało w tym meczu. Spodziewałem się po prostu trochę innego nastawiania do spotkania. Jak pojawiły się jakieś problemy w szatni, to zły znak w kontekście walki o tytuł. W końcu to wymaga 100% skupienia.

Walki, w której ciągle jest Arsenal, ale tylko z uwagi na bylejakość rywali. No ale jak to się mawia, wśród ślepców jednooki królem. Mecz ze Swansea zapowiadał się dość łatwo. Tym bardziej że przed spotkaniem menedżer gości trafił do szpitala, co teoretycznie powinno trochę podłamać zespół (według ostatnich doniesień, kilka dni w szpitalu wydaje się pewne z powodu jakiejś infekcji dróg oddechowych i całkiem możliwych problemów z oddychaniem). Zamiast tego była kolejna porażka Kanonierów i chyba nawet menedżer nie wie, jaka jest przyczyna. Moim zdaniem jedna, tam brakuje liderów na boisku, bo menedżer takich graczy chyba nie lubi. Piłkarzy, którzy wierzyliby w sukces niezależnie od tego, jak układa się mecz. Z taka osobą na boisku zespół nie zgasłby, gdyby decyzja arbitra była w jakiś sposób nieprawidłowa. Mnie nie interesuje, czy był faul na graczu Arsenalu, czy nie, bo to była sytuacja pół na pół. Połowa sędziów odgwiżdże przewinienie, a połowa nie. Tego nie można zmienić. Można jedynie przygotować zespół na to, gdy decyzja będzie negatywna, albo nie będzie jej w ogóle. Tego mi właśnie brakuje w Arsenalu. Gdy mecz się układa, to wszystko działa dobrze. Problem pojawia się, gdy przebieg spotkania zaczyna odbiegać od ustalonego wcześniej scenariusza. Słupki, poprzeczki? Za to punktów nie dają. Sześć oczek straty do lidera to już dużo i bez pomocnej ręki wyciągniętej przez graczy Leicester, tytułu nie będzie w tym roku. Wydaje się, że to jedyna taka szansa na lata, bo za rok wrócą tradycyjni konkurenci o których poniżej.

Spoglądam w notatki z meczu Liverpool - Manchester City widzę jedno słowo powtarzające się namolnie przez cały wpis. Za łatwo. Te bramki dla Liverpoolu padły w taki właśnie sposób. W pierwszą nie mógł uwierzyć nawet menedżer gospodarzy, bo chyba nawet na podwórku jest trudniej i obrońcy bardziej przeszkadzają. Drugi gol podobnie, trzeci tak samo. Można zadać sobie pytanie, dlaczego niedzielny finał skończył się tak inaczej. Może to bramkarz, bo Joe Hart jakoś obniżył formę. Nie mam przekonania, że daje on zespołowi takie samo poczucie bezpieczeństwa jak niedawno. W tłumaczenia menedżera o zmęczeniu jakoś nie chcę wierzyć, bo Liverpool też grał dwie godziny w niedzielę. Mówiąc prościej, to czego można było się obawiać w niedzielę, pewnego wygaszenia drużyny po informacji, że zmienia się menedżer, nastąpiło w środę. Piłkarze już mniej więcej wiedzą, kto zostanie, więc ci którzy nie są w planach nowego szefa, grają po prostu słabiej. A kto wie, czy ktoś nie zrobi psikusa i nie skończy rozgrywek na piątym miejscu, które nie daje prawa gry w Lidze Mistrzów. W ten sposób chyba najgroźniejszy trener w obecnej piłce musiałby zaczynać nie od tej ligi, gdzie chciałby. To byłaby niespodzianka. O walce o tytuł można zapomnieć. 10 punktów, mimo tego meczu zaległego, to za dużo. Za mało spotkań pozostało, żeby odrobić takie straty.

Następna kolejka zacznie się w sobotę. Rozpoczynamy od meczu przez duże M, czyli starcia Tottenham - Arsenal. Jak nie o tytuł, to chociaż o drugie miejsce na koniec. O 16 kluczowy mecz dla dołów tabeli, czyli Newcastle - Bournemouth. W niedzielę West Brom - Manchester United, bo chcę zobaczyć reakcję gości przed trudnym miesiącem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz