_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

11.04.2016

33 Gameweek Premier League


Pięć meczów do końca, 1.5 drużyny walczącej o tytuł, 3.5 zespołu w strefie spadkowej i 4 do miejsc w pierwszej czwórce. No właśnie cztery, bo jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś z pierwszej czwórki wpadnie w jakiś poważny kryzys. A skąd te ułamki wcześniej? O tytuł walczy Leicester (trudny terminarz) i Tottenham, a na dole o jedno wolne miejsce biją się dwa zespoły.


Crystal Palace z tej układanki się wypisał. Długaśna seria bez wygranej spowodowała, że zespół trafił do dolnej połówki tabeli, ale ten ważny mecz, który mógłby strącić ich z ligi, wygrali. Gościom zabrakło tej odrobiny jakości. Z nią pewnie pokusiliby się o gola, a to chyba podłamałoby gospodarzy. Zamiast tego są rozmowy, czy powinien być rzut karny, czy nie. Moim zdaniem nie, bo takie samo zagranie w innej części boiska nie skończyłoby się odgwizdaniem przewinienia. Zawodnik chyba dołożył odrobinę za dużo od siebie, dlatego arbiter nie chciał za bardzo wpływać decyzją na wynik. Ogólnie goście byli bardzo ograniczeni, jeśli chodzi o grę do przodu. Tam potrzebna jest latem spora przebudowa składu. Może po prostu też inne instrukcje taktyczne. Na razie mecz kluczowy dla pozostanie w lidze będzie w następnej kolejce. Gospodarzy czeka półfinał pucharu wkrótce, bo w lidze na za dużo bym nie liczył. Tylko że im potrzebna jest jedna wygrana, ale nawet bez niej mogą zostać na przyszły sezon. Goście z kolei jakością nie grzeszą, ale słabszych od siebie chyba znaleźli.

O ile spadek Aston Villi jest praktycznie pewny i potwierdzony, tak spadek Newcastle będzie pewną niespodzianką. Zamiast rozpoczęcia meczu z Southamptonem z werwą i animuszem, to drużyna zaczęła popełniać błędy w defensywie. Za dużo miejsca, za dużo czasu mieli zawodnicy rywala. Dlaczego więc mieli z tego nie skorzystać. To już chyba na podwórku jest trudniej, bo tam jest zaangażowanie. Southampton nie musiał się zabijać w tym spotkaniu. Nawet nie wiem, czy przez moment wrzucił drugi bieg, tak słaby był zespół rywala. Na chwilę obecną i jak nie wystąpi jakiś cud, to Newcastle spada z ligi. Nie widzę za bardzo szans na punkty, więc pozostaje tylko matematyka. Tylko, więc nie zakładałbym się za bardzo. Nie każdy zrobi magiczną ucieczkę. Sześć punktów to dużo na tym etapie i zaległy mecz nie ma większego znaczenia.

I całkiem możliwe, że w tym sezonie spadną sąsiedzi z północy, bo do Newcastle można pomału dopisywać Sunderland. Rozumiem, mecz z liderem, ale to gościom zależało, a gospodarze powinni zagrać swoje. Zamiast tego był pokaz niemocy, tak jakby pozycja w tabeli pętała zawodnikom nogi. Od początku sezonu widzimy, jak Leicester zdobywa bramki. Długa piłka z defensywy i biegnący od linii środkowej Jamie Vardy. Powstrzymanie tego wydaje się proste. Szybki zawodnik, który będzie pilnował napastnika albo uważna gra w pressingu i powstrzymanie defensywy rywala od zagrywania takich piłek. Jak ktoś będzie miał na głowie rywala, to nie znajdzie czasu na rozejrzenie się i zagranie piłki. Wydaje się to proste, ale Sunderland się pogubił w defensywie. A że jednocześnie nie potrafił sforsować defensywy rywala, to zszedł do szatni z porażką. Następna kolejka robi się pomału kluczowa dla obu drużyn, bo całkiem możliwe, że sezon zostanie zdefiniowany przez mecze w połowie kwietnia.

Za to na początku kwietnia chyba zdefiniował się sezon Tottenhamu. Sam mecz z Manchesterem United zaczął się od spóźnienia. Drużyny gości, która jakoś pobłądziła w mieście i nie dojechała na czas. Na Twitterze mignął mi gdzieś wpis, że klub zwolnił poprzedniego kierowcę autobusu i szuka zastępcy, ale jak w poważnym klubie może mieć miejsce taka sytuacja. Skoro ciebie nie ma w momencie rozpoczęcia spotkania, to chyba powinien być walkower. Przynajmniej wynik na końcu nie odbiegał od walkowera, ale gospodarzom pomogła kontuzja jednego zawodnika. Dopóki grał Timothy Fosu-Mensah, to defensywa rywala sprawiała wrażenie ściany. Jak zszedł z powodu kontuzji w 68 minucie, to w 70 padł gol i rozsypał się zespół gości. Manchester przyjechał przede wszystkim z nastawieniem defensywnym, bo różnica potencjału między zespołami była za duża. Zbyt negatywne nastawienie gości zostało ukarane można powiedzieć, bo tylko jeden zespół chciał wygrać. Drugi przyjechał z myślą nie przegrać, a w końcówce może wyprowadzić jakiś cios i zainkasować komplet punktów. To się nie udało, ale potrzebne było dodatkowe miejsce i dziury w defensywie, które wykorzystał po mistrzowsku Tottenham. Oczywiście ta wygrana jest ważna, gwarantuje ona praktycznie pierwszą czwórkę na koniec, ale też jednocześnie pozwala myśleć o tytule. Kto nie pęknie teraz, to będzie mistrzem.

Następna kolejka w sobotę. Norwich - Sunderland. Sześciopak, kto przegra, to spadnie. Po południu Chelsea - Manchester City, ale jakoś strasznie letni zrobił się ten mecz. W niedzielę Leicester - West Ham. Jak goście urwą punkty, to będzie się działo. To mecz, który ma dużą szansę zdefiniować końcówkę sezonu.

PS Przed meczem w Londynie na stronie BBC jako powód opóźnienia widniało słowo opstopreason. Problem polega na tym, że nie ma tłumaczenia tego wyrazu. Tak zgaduję, że to zbitka wyrazów opposition stop reason. Czyli opóźnienie spowodowane przez zespół rywala, na przykład przez problemy z dotarciem na mecz. Chociaż to czyste zgadywanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz