_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

26.09.2016

6 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Nie lubię takich kolejek, kiedy niewiele mi wychodzi. Tym bardziej, że czułem, iż wybieranie Zlatana na kapitana w FPL nie zakończy się dobrze. Chyba nikt nie lubi popełniać pomyłek, a szkoleniowcy klubów z Premier League nie są jakimś wyjątkiem od tej reguły.


Dlatego zastanawia mnie, jakie kroki podejmie Antonio Conte, po dość bezbarwnym meczu w wykonaniu jego piłkarzy. Może te derby stolicy Anglii nie miały takiego smaczku, jak poprzednie, kiedy Jose Mourinho wbijał tyle szpilek w zespół i sztab trenerski rywala, że zaczynał przypominać on jeża. Tylko że wciąż spotkały się dwie drużyny, które przede wszystkim potrafią grać w piłkę. Przebieg meczu jednak tego nie pokazał. Kolejny błąd, jaki popełnił Gary Cahill to była tylko zapowiedź tego, co nastąpiło później. Arsenal zagrał fantastyczny futbol, ale dlatego, że Chelsea mu na to pozwoliła. Zupełnie nie było widać tej jakości w linii pomocy drużyny gości, która powinna mieć jakieś przełożenie na losy spotkania. Rozumiem, że zespół nie będzie walczył o tytuł. Takie marzenia pozostaną mrzonką, bo różnica potencjału do aktualnego lidera jest duża. Tylko mało osób spodziewało się, że w podobny do lidera sposób zagra Arsenal. I to jeszcze w meczu derbowym z Chelsea. Od momentu zakończenia okienka transferowego zespół zaczął niemal hurtowo tracić gole. Wpływ Davida Luiza? Z góry się przyznam, że nie jestem dużym fanem brazylijskiego piłkarza, który chyba nie wie, na jakiej pozycji powinien występować. Gra w defensywie wymaga zalet, których on po prostu nie posiada. W słabszej lidze, gdzie presja ze strony napastników rywala jest mniejsza, te błędy nie będą widoczne. Premier League jest jednak inna, tam napastnicy rywala potrafią zrobić krzywdę. Nie widziałem za bardzo ochrony, jaką dawał on swoim partnerom w defensywie. Nie mówię o pierwszej bramce, ale o dwóch kolejnych. Tak więc przed klubem i szkoleniowcem duże wyzwanie. Wkomponować gdzieś w skład tego piłkarza, tak żeby jego zalety (przykładowo fantastyczne podania na x metrów do przodu) nie zostały zasłonięte przez wady. Walka o pierwszą czwórkę jest wciąż realna, ale wymaga ona poprawienia dziurawej defensywy. Inaczej się nie da.

Takie zmiany wprowadził w skład Manchesteru United Jose Mourinho. Rozumiem, że dla angielskiej prasy kluczowa była sprawa Wayne Rooney na ławce, ale dla mnie ważniejsze było posadzenie na ławce Marouane’a Fellainiego. Nie mam wrażenia, że Belg pasuje do jedenastki, którą konstruuje portugalski szkoleniowiec. No i po nim też nikt nie będzie płakał, bo media mają już nowego bohatera. Marcus Rashford ma szansę wkrótce stać się ulubieńcem prasy i kibiców, bo spełnia dwa ważne warunki. Po pierwsze jest Anglikiem, po drugie jest młody. Idealna kombinacja na to, żeby zostać nową legendą, nie tylko klubu, ale też kraju. Dlatego wkrótce nieobecność Rooneya może nie być w ogóle zauważalna. Podobnie jak w tym spotkaniu trudno było dostrzec obecność defensywy mistrza Anglii. Nie chciałbym pisać o tym, że te bramki padły za łatwo, ale obrońcy Leicester nie byli w tym meczu. Fizycznie zgoda, ale mentalnie już nie. Za dużo myślenia, za mało działania. Rozumiem, że ten arbiter nie lubi zbyt fizycznej gry w polu karnym przy tych wszystkich wrzutkach, ale trenerzy za to biorą pieniądze, żeby przygotować zespół do takich wyzwań. Z jakiegoś powodu zawodzi to w Leicester. Dlatego też nie sądzę, że ten zespół powalczy o coś dużego w tym sezonie. W tamtym sezonie się udało, teraz można spróbować swych sił w którymś pucharze, ale w lidze nastąpi weryfikacja zespołu. Z tego powodu wygrane nad mistrzem Anglii może i ładnie wyglądają, ale nie mogą być jakimkolwiek wyznacznikiem potencjału zespołu rywala.

Prędzej takim znakiem, czy dany klub radzi sobie w lidze jest seria wyników i po dokonaniach West Hamu w tym sezonie widzimy, że jest jakiś problem. Pięć porażek w lidze, hurtowo tracone gole (14 w czterech ostatnich meczach). Tak ten sezon miał nie wyglądać. Rozumiem, że pojawiła się presja. Z jednej strony poprzedni sezon pokazał, że drużyna może bić się o wielkie cele. W końcu kilka punktów więcej było możliwych do wywalczenia. Z drugiej jest nowy stadion, a on też będzie ciążył. On pozwolił sfinansować część nowych zakupów, ale tego nie widać zupełnie na boisku. Dlatego duże wyzwanie przed szkoleniowcem. Musi znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego i zaaplikować odpowiednie lekarstwo. Bo jak nie, a takie mecze jak ostatni z Southamptonem będą się powtarzać, to władze klubu nie będą się za bardzo wahać. W końcu nie po to była przeprowadzka, żeby za rok nie było meczów w europejskich pucharach. Jak nie Liga Mistrzów, do której awans będzie bardzo trudny, to Liga Europy robi się po prostu koniecznością. Ten stadion musi na siebie zarabiać, a łatwiej ściągnąć widzów na ciekawe mecze w pucharach, niż na sieczkę w pucharach krajowych. Czekam więc na reakcję, bo ona musi nastąpić. Kontuzje? One nie wytłumaczą wszystkiego. Chyba że ten sezon zostanie uznany za budowę lepszego jutra.

Następna kolejka zacznie się w piątek od meczu Everton – Crystal Palace. W sobotę mecze, które mogą coś pokazać w dole tabeli, czyli Sunderland – West Brom i West Ham – Middlesbrough, a w niedzielę Tottenham – Manchester City. Zapowiada się, że to będzie ciekawy mecz. Czy o tytuł? Nie wiem, ale to nie odejmie nawet grama emocji z tego spotkania.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajne podsumowanie. Też mam takie wrażanie odnośnie posadzenia na ławce Rooney'a, tylko na tym się skupili wszyscy, więc inne zmiany, które wprowadził szkoleniowec trochę przeszły bez echa.

    OdpowiedzUsuń