_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

05.12.2016

14 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Lubię grudniowe kolejki w Premier League. Normalny świat zamiera na okres świąteczno-noworoczny, a w Anglii grają i to jak. Nie brakuje niespodzianek, emocji, a zakończona kolejka to zapowiedź tego, co się wydarzy później.


Najważniejsze pytanie to czy Manchester City na pewno wygra tytuł. Po tym spotkaniu z Chelsea już chyba nie można być tego pewnym. Do przerwy wszystko było w porządku z perspektywy gospodarzy. Ataki, prowadzenie po golu samobójczym, kontrola nad przebiegiem meczu. Tylko że w 57 minucie gmach budowany przez Manchester City zaczął się chwiać, gdy Kevin De Bruyne trafił w poprzeczkę. W takim spotkaniu, taka szansa, to rzadkość, którą trzeba zamienić na gola. Następnie z lasu wyszły błędy w defensywie, bo ofensywne ustawienie gospodarzy dało rywalom za dużo miejsca w złych dla Manchesteru strefach boiska. Po prostu nie ci obrońcy pilnowali graczy rywala, którzy powinni. Tylko że mecz jeszcze nie był przegrany, ale City zgasło. W ofensywie zderzyli się z murem, który postawiła Chelsea i co najgorsze nie mieli żadnej odpowiedzi na to wyzwanie. Brakowało mi akcji, które przetestowałyby defensywę gości trochę bardziej, wyraźniej. No a skoro zaczynają wdzierać się nerwy w głowy piłkarzy, to szybka droga do przegrania meczu. Drugi gol dla Chelsea podobny do pierwszego, szybki kontratak. Trzeci gol tak samo, szybkość i nie zdążyła defensywa. Pociąg odjechał, a oni dopiero docierali do stacji można powiedzieć. W defensywie ten mecz się nie udał piłkarzom Citizens. Tylko to jeszcze nie powód do większego niepokoju. To co wydarzyło się później, już jest. Troy Deeney, napastnik Watfordu, powiedział kiedyś płacą mi za grę, a nie za myślenie. Piłkarze gospodarzy, po tej trzeciej bramce dla rywala, zaczęli myśleć. Mecz został przegrany, zgoda, ale jak się odegrać na rywalu? Brutalnymi faulami. Właśnie dlatego wyleciał z boiska Sergio Aguero i Fernandinho. Można powiedzieć zostali sprowokowani i zgoda, zostali. Przede wszystkim bramkami dla rywala i własną niemocą. Jakby ten mecz układał się po myśli gospodarzy, doszłoby do takich wydarzeń? Nie. Rozumiem, że Chelsea nie była przeciwnikiem, który grzecznie i elegancko położy się przed gospodarzami i przegra. Tylko czemu takiej lekcji nie odrobili piłkarze Manchesteru City przed spotkaniem? Dlaczego sztab szkoleniowy nie założył, że w tym meczu może pojawić się konieczność zastosowania planu B, że może Chelsea remisować, bądź o zgrozo prowadzić i trzeba będzie gonić wynik. Zabrakło mi takiej reakcji na okoliczności. Manchester City przed mniej więcej 60 minut starał się grać proaktywnie, a potem już tylko reaktywnie. Drużyna grała tak, jak chciała tego Chelsea i nie zaprezentowała niczego innego. Brakowało mi zawodnika, czy decyzji szkoleniowca, która poderwie zespół, wyprowadzi go z tego samoograniczającego go marazmu. Dlatego Manchester City nie tyle przegrał mecz, ale możliwe, że przegrał i tytuł. Nie chodzi tylko o zawieszenia dla piłkarzy, ale o utratę pewnego nimbu jesteśmy najlepsi. To zaszkodzi o wiele bardziej, niż nieobecność zawodników, bo w składzie są zastępcy. Tylko że oni wejdą do zespołu będącego w zupełnie innej sytuacji.

O tych wszystkich sprawach psychologicznych najlepiej mogą coś powiedzieć piłkarze z derbów Londynu, bo w tym spotkaniu widzieliśmy, co ta przewaga może dać na boisku. Rozumiem, że Arsenal wygrał, ale nie sprowadzałbym wyniku tylko do różnicy poziomu sportowego. W tamtym sezonie West Ham potrafił zdobyć cztery punkty na tym rywalu, strzelić pięć bramek, no a w tym sezonie presja i zdenerwowanie miały swój wyraźny wpływ. Z tego wynikały błędy w defensywie, gole dla rywali i coraz wyraźniejsza przewaga. Tak zakładam, że szatnia już wie, że dni obecnego szkoleniowca są już policzone, więc nikt nie będzie umierał za niego na boisku. No a z drugiej strony był Arsenal, wiedzący, co się stało wcześniej, więc chcący wygrać i przeskoczyć Manchester City w tabeli. Wynik pokazuje, ile potrafi dać przewaga w motywacji, jaką mają piłkarze. Arsenal raczej z tego nie słynął za bardzo, zdarzały mu się mecze, które przegrał gdzieś w drodze między szatnią a boiskiem, ale nie tym razem. Tylko powiedzmy to sobie szczerze, mistrzostwa raczej nie będzie, bo Chelsea wydaje się być za silna, a po ostatniej wygranej będzie jeszcze silniejsza.

Rozpisałem się, a został przecież jeszcze jeden mecz, o którym chciałbym napisać. Chciałem zobaczyć reakcję po ostatnich kolejkach zarówno Evertonu, jak i Manchesteru United. No i już wiem, że Everton gdzieś się zagubił i nie za bardzo potrafi wrócić na jasną stronę mocy. Zgoda, w defensywie zagrali dobrze. Ograniczyli mocno ofensywne poczynania gości, bo przez cały mecz skutecznie neutralizowali ataki rywala. Rozumiem, że padła bramka, ale gdyby nie błąd bramkarza (oceniam to jako błąd, bo co on mógł zrobić poza polem karnym, a jeszcze miał defensora do pomocy) i dość szczęśliwy lob, to goście za dużo nie pokazywali. W środku zgoda, kilka wymian piłki było przyjemnych dla oka, ale nie o to chodzi w futbolu. Zwłaszcza jak się chce osiągać sukcesy. No a w defensywie błąd, tylko czyj większy. Szkoleniowca, który wysłał akurat tego gracza na murawę, czy jednak zawodnika, którego zjadła presja. Sam faul był zupełnie niepotrzebny, bo co mógł Everton zrobić w tej akcji? Niewiele. No a z karnego zrobił już dużo, więc pojawiły się przeróbki słynnego hasła szkoleniowca na The Special Once. Niby wszystko jest dobrze w Manchesterze, prasa ciągle pisze, że gra to cud miód maliny orzeszki, a wyniki? Na pewno nie odpowiadające władzom klubu. W końcu zespół miał wrócić do pierwszej czwórki na koniec, a na razie jest daleko od tego celu.

Przynajmniej następna kolejka powinna jasno to określić, bo Manchester United zmierzy się z Tottenhamem. Do tego kolejny sześciopak, ale w strefie spadkowej, czyli Swansea – Sunderland, a Arsenal zagra ze Stoke. Kiedyś te mecze miały inną temperaturę, ale może będzie ciekawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz