_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

27.12.2016

18 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Święta świętami, ale liga angielska gra i weszła w dość intensywny moment sezonu. Z reguły to właśnie teraz decyduje się tabela na koniec, bo zespoły mają później wiele problemów, żeby odrobić stracony dystans. Dlatego kto teraz nie jest już na wysokich miejscach, to może zacząć się martwić.


Raczej nie martwi się Manchester United, ale umówmy się, za trudnych rywali w tym miesiącu nie miał. Ktoś powie był przecież Tottenham, ale kilka dni po meczu Ligi Mistrzów, do której rywal nie był zbyt dobrze przygotowany. Reszta przeciwników poziomem swojej gry nie zachwyca, dlatego wygrane silniejszej drużyny nie są jakimś wielkim zaskoczeniem. Podobnie było w spotkaniu z Sunderlandem, mimo prób zakłócenia tego dobrostanu w szatni Manchesteru przez szkoleniowca gości. Rozumiem, że pierwszy raz po zwolnieniu zawitał na Old Trafford, ale to nie ta klasa drużyny, żeby mówić o jakimś poważniejszym teście. Oczywiście rywale zaprezentowali dobrą grę w defensywie, bo przez ponad 80 minut pozwolili gospodarzom na zdobycie aż jednego gola. Tego można było się spodziewać. W końcówce mogło się to skończyć jakąś niespodzianką, ale Didier Ndong popełnił błąd. Źle podał, piłka została przechwycona, szybki atak zakończył się zdobyciem drugiej bramki przez gospodarzy i było po spotkaniu. Trudno mówić tu o błędzie defensywy, bo nie zakłada się, że piłkarz swojej drużyny tak beztrosko straci futbolówkę. Piłkarze United są za dobrzy, żeby nie skorzystać z takich prezentów. Późniejsze bramki, mimo że ładne (już tego spalonego pomińmy przy golu dla gospodarzy), niczego zmienić nie mogły. Forma dla Manchesteru przyszła w dobrym momencie, ale to wciąż cztery punkty do miejsc dających Ligę Mistrzów. O mistrzostwie to już chyba nikt nie marzy.

Podobnych marzeń nie ma też Swansea, ale tutaj za mistrzostwo można uznać pozostanie w lidze. Nie dziwi mnie, że zwolniono Boba Bradeya. Można zadać sobie pytanie, dlaczego go zatrudniono. W końcu nie miał wcześniejszego doświadczenia z pracą w takich warunkach. Z całym szacunkiem, ale pobyt w Norwegii, czy w drugiej lidze francuskiej nie dają takiej wiedzy, żeby poradzić sobie w Premier League. O piłkarskiej lidze w Stanach Zjednoczonych litościwie nie wspomnę. Jakby to było takie proste, to o uznanych szkoleniowców nie zabijałyby się wielkie kluby. Oczywiście nie oznacza to, że należy się zamykać przed nowością, ale ktoś powinien wiedzieć, jak wygląda angielska piłka. Mieć bogatsze doświadczenia, niż śledzenie ligi w telewizji, czy w Internecie. Może to pozwoliłoby ułożyć lepiej grę w defensywie. 11 spotkań ligowych i 29 straconych bramek. To fatalny bilans, niezależnie od tego, z której strony nań spoglądamy. W spotkaniu z West Ham to defensywa zagrała tak, jakby chciała wymusić zmianę na stanowisku szkoleniowca. Pierwszy gol błąd bramkarza. Nie mam pojęcia, co chciał osiągnąć nasz rodak, jak próbował wybić piłkę. Drugi gol może śnić się jako koszmar dla defensorów, bo ich było dwóch, a Winston Reid jeden. Jak oni go pilnowali, trudno powiedzieć. To już chyba nawet popularne krycie na radar jest czasami skuteczniejsze. Trzeci gol to chyba brak pamięci, że obrońca wychodzący za linię końcową dalej jest liczony do zasady spalonego. No a przy czwartym mam zapisane gdzie była defensywa? Trudno uznać, że zespół grał na poważnie, skoro zostawia tyle miejsca we własnym polu, już chyba nawet bramkowym, napastnikowi rywala. Goście wcale nie zagrali jakiegoś wielkiego meczu. Wykorzystali po prostu czas i miejsce tak szczodrze oferowane przez gospodarzy. Jeśli ten mecz miał pokazać, że piłkarze nie dogadują się ze szkoleniowcem, bo chce on wprowadzić swoje pomysły, to gratulacje. Udało się. Tylko że nie zmienia to sytuacji zespołu nawet o milimetr. To dalej jest prawie pewny kandydat na spadek z ligi. Tak właściwie realna gra toczy się już tylko dla Sunderlandu, a reszta drużyn ze strefy spadkowej może się szykować pomału do walki w drugiej lidze. Nadciągające okienko transferowe wiele nie zmieni, bo piłkarze jakoś nie pragną być kojarzeni ze spadkiem do niższej ligi.

Do walki w dwóch ligach za rok może też szykować się Chelsea, ale to oznacza powrót do tego, co było wcześniej. Nie tylko powrót do Ligi Mistrzów (przewaga nad piątym zespołem jest tak wielka, że tylko jakaś trudna do wyobrażenia sobie katastrofa mogłaby odebrać drużynie ten bilet), ale powrót z pierwszego miejsca w lidze krajowej. W spotkaniu z Bournemouth zabrakło dwóch kluczowych graczy, bo musieli pauzować za nadmiar zebranych kartek. Tylko nawet przez chwilę nie było widać braku Diego Costy, czy N’Golo Kante. W pierwszej połowie może goście pozwalali sobie na więcej, ale trudno było pozbyć się wrażenia, że gospodarze kontrolują przebieg meczu. W drugiej połowie to już nie ma o czym mówić, bo przewaga gospodarzy zaczynała rosnąć i rosnąć. Oczywiście było kilka dobrych momentów dla gości, ale za mało, żeby zbudować z tego jakieś poważniejsze zagrożenie dla wygranej gospodarzy. Po prostu nie ta jakość składu, żeby zakończyło się to innym wynikiem. Pytanie, jakie można sobie postawić brzmi: nie kto zatrzyma Chelsea (prędzej czy później przegrają, czy zremisują jakiś mecz), ale czy możliwe jest wyrwanie jej pierwszego miejsca. Na dziś wydaje się to niemożliwe.

Następna kolejka zacznie się 30 grudnia, ale uwaga: liga będzie grała od piątku, do środy i to będą dwie serie spotkań. Trzeba pilnować zmian w FPL, wybrać kapitana i tak dalej. Z soboty najciekawiej zapowiada się mecz Liverpool – Manchester City. Podobnie Swansea – Bournemouth, bo chcę zobaczyć reakcję gospodarzy. W niedzielę Arsenal – Crystal Palace, ale to z uwagi na szkoleniowca zespołu gości.

1 komentarz:

  1. Witamy,

    Naszym skromnym obraz pierwszych 5 miejsc w tabeli może się mocno zmienić. Wszyscy są mocni. Ważne aby w końcówce roku nie stracić koncentracji i nie stracić za dużo punków bo później jak liga przyspieszy będzie to trudne do odrobienia.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń