_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

05.01.2017

20 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Problemy zdrowotne problemami zdrowotnymi, ale trzeba podsumować kolejkę. Na końcu języka jest zdanie, że porażka Chelsea może otworzyć na nowo wyścig o tytuł, ale umówmy się, na to są małe szanse. Londyński klub nie gra w europejskich pucharach, nie będzie się rozpraszał w wielu rozgrywkach, jedynie ten derbowy mecz się nie udał.


Nie można było oczekiwać fajerwerków bramkowych, bo oba zespoły grają bardzo skutecznie w defensywie. Mówiąc w skrócie, to dwa najlepsze zespoły pod tym względem w całej lidze. Tottenham miał pewien słabszy moment na początku poprzedniego miesiąca, kiedy odpadł z Ligi Mistrzów, a potem przegrał z Manchesterem United, ale szkoleniowiec poprawił klocki, wypróbował pewnie nowe rzeczy i była wygrana. A Chelsea? Na pewno słabszy dzień niektórych piłkarzy, ale nigdy nie wiadomo, czy zagrali słabiej, bo mieli nieudany dzień, czy rywal miał taki plan taktyczny, że nie mogli rozbłysnąć. Tylko cztery celne strzały, po dwa z każdej strony, pokazują, że spotkały się dwie bardzo mocne drużyny. Różnica między nimi była taka, że w jednej drużynie grał Dele Alli, a w drugiej nie. Nie wiem, czy nie ma jakiegoś małego konfliktu w szatni Chelsea, ewentualnie presja przed przejściem do historii lekko spętała graczy. Te bramki normalnie by nie padły, a jak padłaby jedna, to druga, bardzo podobna do pierwszej, już nie. Do tego doszły pretensje między zawodnikami ofensywnymi. To zrozumiałe, że czasami zagranie jest za mocne/za słabe/niedokładne, ale nie ma powodu robić z tego afery. A jeśli były nerwy, to za to odpowiada szkoleniowiec, który powinien rozładować te negatywne emocje. A jeśli tego nie zrobił, to jego drużyna przegrała. Tylko jak pisałem wcześniej, to nie powinno mieć znaczenia. Pierwsza porażka od 24 września to zdecydowanie za mało, by mówić o początku nowej serii.

Skoro już wywołałem temat Arsenalu, to wypadałoby napisać kilka zdań. Może mniej o meczu (powrót od 0-3, oklaski, ale to nie jest ważne), ale o trwającej sadze kontraktowej Alexisa Sancheza. Rozumiem, że Chiny nie są jakimś atrakcyjnym rynkiem piłkarskim (mimo że futbol, jaki znamy dzisiaj, narodził się w Państwie Środka 2-3 wieki przed naszą erą; wtedy nazywał się cuju albo Tsu’ Chu, a liga została utworzona w 10 wieku, dwa czy trzy wieki po tym, jak wprowadzono piłki wypełnione powietrzem), ale jak ktoś oferuje ci 500k tygodniówki, a zarabiasz 130k na tydzień, to zmiana klubu jest w kategorii no-brainer. Szansa na trofea w Arsenalu? Serio, ktoś w to jeszcze wierzy? Widać coraz wyraźniej nadchodzący schyłek tego, co zbudował Arsene Wenger. On wszedł na szczyt, ale nie potrafił się na nim utrzymać. Co innego piłkarz, a w futbolu trofea to zawsze dodatek do pieniędzy. Pucharami nie nakarmisz swoich dzieci. Drugiej takiej szansy może już nigdy nie być, Dlatego mogliśmy oglądać początek końca pobytu Sancheza w Arsenalu (nie napiszę w Londynie, bo zawsze może trafić do Chelsea). To nie wyglądało za bardzo na gracza, który jest zadowolony z tego, co robi. Z jakimi piłkarzami musi grać na murawie, bo chyba nie wszyscy chcieli wygrać ten mecz tak, jak on. 28 lat to ostatnia szansa na podpisanie tego naj kontraktu. W jakim klubie to już ma mniejsze znaczenia, bo od pewnego poziomu płaca na tydzień staje się nieważna.

Tak samo małe znaczenie ma podpisanie umowy z nowym szkoleniowcem Hull City. Nigdy bym nie powiedział, że Mike Phelan źle pracował. Po prostu dostał takich piłkarzy, że czegoś więcej nie dało się z nimi osiągnąć. On potrzebował wzmocnień w styczniu, 2-3 graczy, minimum, żeby uratować zespół. Zamiast tego został zwolniony, a za niego wybrano Marco Silvę. Owszem, Sporting i Olympiacos robią wrażenie, ale w obu tych klubach pracował rok. Sukcesy były, bo Puchar Portugalii i mistrzostwo Grecji, ale ja tu widzę brak znajomości angielskiego futbolu. Nigdy nie grał w Anglii, nigdy nie pracował. Tak więc nic się nie zmienia, to dalej mocny kandydat do spadku z ligi. No chyba że ma gdzieś magiczną różdżkę i wyczaruje punkty.

Ciekawe, czy dalej będzie nim zespół Swansea, bo wygrana z Crystal Palace to był mecz o sześć punktów. Paul Clement oglądał swoją nową drużynę z trybun, potem ze strefy technicznej, chyba to miało jakiś efekt, bo piłkarze zagrali lepiej. On jeszcze nie zaczął oficjalnie pracować, ale ma już trzy punkty na koncie. Co innego Sam Allardyce, który nie może wygrać po objęciu nowego zespołu. Oczywiście można narzekać na zatłoczenie meczami, na zmęczenie, ale od szkoleniowca wymaga się, żeby rozwiązywał te problemy. ACN dokłada kolejne problemy, bo kilku graczy pojedzie do Afryki. Ta wygrana i tak niewiele daje, bo w walce o pozostanie w lidze są cztery zespoły, a miejsce tylko jedno. Trzy kluby już zmieniły szkoleniowców. Czwarty za to odrzucił ofertę za najlepszego napastnika, ale to niewiele zmienia. Styczeń i zakupy pokażą, kto się uratuje. Jakoś nie sądzę, że uratują się dwie drużyny z tych wspomnianych czterech.

Następna kolejka dopiero 14 stycznia. Dopiero, bo liga przyzwyczaiła nas do meczów prawie codziennie. Hull – Bournemouth i Swansea – Arsenal, to ważne spotkania, ale szkoda, że w tym samym czasie. No a niedzielę najpierw Everton – Manchester City, a potem Manchester United – Liverpool.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz