_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

02.02.2017

23 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Okienko się skończyło, kolejka została rozegrana. Dziwi mnie, dlaczego zdecydowano się rozgrywać serię spotkań w czasie, gdy kończyło się okienko transferowe. To mogło odciągnąć lekko uwagę prezesów, no ale się stało.


Na boisku za to stała się mała katastrofa w Londynie, bo Arsenal przegrał dość wyraźnie z zespołem Watford. Chyba piłkarze Arsenalu potraktowali ten mecz jako obowiązkową wygraną, która się zrobi sama z siebie. Dodatkowo to był szczególny moment dla piłkarzy gości, bo dzień później żegnano Grahama Taylora, byłego szkoleniowca, dyrektora, prezesa klubu. Dlatego nie trzeba było mieć przenikliwego umysłu, żeby zakładać, że w którymś meczu piłkarze złożą mu hołd. Arsenal zagrał po prostu fatalnie. Rozumiem, że Arsene Wenger musi odcierpieć swoje za wybryki za linią, ale takie wydarzenie powinno skupić i zmotywować zespół do walki. Jak tak się nie stało, to musi być jakiś problem. Osoby odpowiedzialne za treningi defensywy do zmiany. Natychmiastowej zmiany, bo zarówno obrona przy rzucie wolnym, jak i przy normalnej grze pozostawiała wiele do życzenia. Czegoś innego oczekuje się od zespołu, który marzy o wygraniu czegoś poważniejszego w tym sezonie. Brak wzmocnień teraz może zwiastować rozczarowanie w maju, bo nie będzie Ligi Mistrzów. Manchester City jest za silny, żeby pozwolić innym na wyrzucenie się z pozycji dających prawo gry w Lidze Mistrzów. Zresztą zima się kończy, więc nie będzie już zatłoczenia meczami. Liverpool i Tottenham mają pozytywną narrację wokół siebie. Tam jest oczekiwanie na sukcesy, umiejętnie budowane przez szkoleniowców. Owszem, czasami nie wychodzi, ale to jeszcze nie są produkty finalne. Czy zostaną one zbudowane to inne pytanie, bo milion czynników może je rozbić, ale na razie obie te drużyny wydają się być po jasnej stronie mocy. Produktu finalnego nie ma nawet Chelsea, co nie przeszkadza jej przewodzić w tabeli. No a Arsenal, no cóż. Poza osobami odpowiedzialnymi za grę defensywną wyrzuciłbym też osoby, które odpowiadają za dobrostan psychologiczny graczy. Piłkarzom z jakiegoś powodu nie chce się chcieć. Oni są dobrzy, na papierze Arsenal ma jedną z najsilniejszych jedenastek w lidze. Tylko są problemy z przełożeniem potencjału papierowego na murawę. Wszyscy chyba się zgodzimy, że strefa mentalna wymaga też treningu. Dlaczego zlekceważył to Arsenal nie wiem, ale coraz bardziej prawdopodobne są kolejne porażki i rozczarowania. Przed nimi jeszcze trzy trudne wyjazdy do zespołów z czołowej czwórki. Nawet jak uda wygrać się raz, to może to nie uratować sezonu. Tabela na górze też w końcu popęka.

Te pęknięcia tabeli chyba nie uratują też Manchesteru United. Ten Madryt, poczucia bycia na szczycie europejskiej piłki, chyba złamało szkoleniowca. On już chyba nie wie, jak doprowadzić zespół do czołowych miejsc w lidze. Nie potrafi grać ze średnimi, bo z drużynami z miejsc 7-12 wygrał tylko trzy razy, a pięć meczów zremisował. Nie za bardzo wychodzi też gra z czołówką, bo tylko jedna wygrana, dwie porażki i trzy remisy. No a teraz przytrafił się remis w meczu z potencjalnym spadkowiczem. W fatalnym momencie, bo Arsenal, Liverpool i Tottenham tracą punkty. W takich kolejkach twój zespół musi wygrać. Reakcją był atak na dziennikarza, na arbitra, na cały praktycznie świat, ale nie na siebie. Przecież można było spodziewać się takiego spotkania, kiedy bramkarzowi rywala będzie wychodziło wszystko, a zespół gości będzie grał jak natchniony. Właśnie dlatego silne kluby starają się pozyskać najlepszych szkoleniowców. Oni mają dać w takich meczach to coś, co przeważy wynik spotkania. Czy to będzie umiejętnie wprowadzony zawodnik, czy nowe ustawienie taktyczne, czy odpowiednia rozmowa motywacyjna w szatni nie ma znaczenia. To szkoleniowiec ma wymyślić coś, co nie jest takie oczywiste dla innych. Właśnie dlatego zarabia on duże pieniądze. On ma, a przynajmniej powinien mieć, taką umiejętność i wybierać to trudne, ale dobre rozwiązanie. I to właśnie za to się płaci, a nie za wygrywanie, kiedy wszystko idzie dobrze. Trudne momenty definiują szkoleniowca klubu. Większa presja w Manchesterze? Na pewno, ale to było oczywiste przed sezonem. Brak transferów zimą może zwiastować, że prezesi klubu nie do końca chcą wspierać szkoleniowca funduszami, bo oni wiedzą co się dzieje w szatni. I wiedzą, że kolejny transfer tego nie naprawi. Słabości składu pozostały. Napastnicy są albo za młodzi, albo za starzy. Stać ich oczywiście na pojedyncze mecze, ale trudniej o dobrą serię. 33 strzelone bramki to mało. Crystal Palace zdobył 32 gole w tym sezonie, a jest na miejscach spadkowych. Zespoły w czołówce zdobyły minimum 12 bramek więcej. Niby pół bramki na mecz to niedużo, ale czasami to różnica między wygraną, a remisem. Dlatego obawiałbym się, bo trudno o optymizm do końca sezonu. Na chwilę obecną Manchester United potrzebuje cudu, żeby załapać się na miejsca w pierwszej czwórce. Tu już nie chodzi o wyrzucenie jednej drużyny, czyli tego wspomnianego Arsenalu, ale też i drugiej. Jak na początku grudnia zespół pokonał Tottenham, to tracił do czwartego miejsca sześć punktów. Teraz niby traci tylko cztery, ale ma za sobą serię wygranych i remisów. Musi przyjść odreagowanie, bo ono zawsze przychodzi. Po nim może już nie być Manchesteru United w gronie drużyn walczących o miejsce w pierwszej czwórce.

Następna kolejka w sobotę. Chelsea – Arsenal, tego spotkania nie trzeba zapowiadać. O 16 Crystal Palace – Sunderland. Nie ma co mówić, że to sześciopak, bo to nie odda wagi meczu dla gości. No a w niedzielę Leicester – Manchester United. Oba te zespoły potrzebują wygranej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz