_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

13.03.2017

28 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Na meczach pucharowych, bo to był czas ćwierćfinałów Pucharu Anglii, straciła bardzo mocno liga, bo rozegrane zostały aż cztery mecze, ale nikt nie powiedział, że nie było emocji. Ktoś powie w pucharze, ale nie, w lidze też były ciekawe mecze.


Chociażby mecz Bournemouth – West Ham. Gospodarze nie wykorzystali dwóch rzutów karnych. W pierwszym przypadku pomylił się późniejszy zdobywca hat-tricka Joshua King. W drugim honor oddania strzału i zdobycia bramki miał Benik Afobe, ale jego strzał obronił bramkarz. Normalnie ten mecz byłby historią tych dwóch niewykorzystanych karnych, bo rywale strzelili dwie bramki, ale pomogła chyba kampania przed meczem w obronie Tyrona Mingsa. Pięć meczów kary dla niego i trzy dla Zlatana wydają się być karą niewspółmierną do przewinień popełnionych na murawie. Czyli albo uznajemy, że obaj zawodnicy odpoczną równą liczbę meczów, albo uznamy, że można kogoś zdzielić łokciem i nazywać to walką o piłkę. To jest jednak problem ligi, a Bournemouth ma problem z dziurą w defensywie. West Ham, mimo że nie był za aktywny, zagrażał bramce rywala i normalnie pewnie by wygrał. Tym bardziej, że zespół gospodarzy miał pewien kompleks drużyn ze stolicy i nie potrafił z nimi wygrać. W tym meczu pomogła dobra forma jednego gracza, który potrafił uśpić demony po tym rzucie karnym. Są zawodnicy, których takie zdarzenie łamie i w skrajnych przypadkach nigdy już nie wskoczą na ten sam poziom. Tutaj chyba nie będzie z tym kłopotu, pierwsza z wielu bitew w życiu zawodnika została wygrana. Spadek z ligi? Szczerze mówiąc to nie wydaje się możliwe. Rozumiem, że mają trudny kwiecień, ale powinni sobie poradzić.

Nie powiem tego o bohaterach meczu Hull – Swansea, bo obie drużyny mają swoje minusy. Goście na przykład nie poradzili sobie z kontuzją, jaką odniósł Fernando Llorente. Rozumiem, że to nie jest coś, co jest w planach na mecz. Zawodnicy raczej potrafią dograć całe spotkanie i nie dzieje się z nimi nic złego. Owszem, są kontuzje, ale na liczbę minut to jednostkowe przypadki. A jeśli często łapiesz kontuzje? To znaczy że zawodowa piłka nożna nie jest dla ciebie. Mecze pucharowe, w których starły się zespoły z czołówki Premier League i drużyny z piątej, czy trzeciej ligi, pokazały, gdzie jest różnica między ligami. Ona tkwi przede wszystkim w przygotowaniu fizycznym. Zespoły z Premier League mają zawodników, którzy będą mogli grać na wysokich obrotach przez większość meczu, a nie w pojedynczych akcjach. Dodatkowo im nie przeszkadza za bardzo obecność równie atletycznych rywali biegających obok. Tutaj dochodzimy do problemu zdrowia, czyli jeśli często łapiesz kontuzje, to nigdy nie znajdziesz się na szczycie. Owszem, będziesz pamiętany z pojedynczych momentów, ale nie z całych sezonów. Dlatego kluby nie mogą za bardzo w swoich planach uwzględniać, że będzie kontuzja poszczególnego gracza. Jednak co innego mieć plan B na wypadek, jak rywal powstrzyma nasz plan A. Przykładowo nasz napastnik ma takiego opiekuna od rywala, że piłkę zobaczy dopiero w szatni. Swansea nie miała planu B na ten mecz. Nawet po kontuzji hiszpańskiego napastnika grała tak, jakby on był dalej na murawie. Czy mogło to przynieść sukces? Oczywiście, że nie. Wprowadzony po godzinie Omar Niasse przesądził wynik, ale umówmy się. Szkoleniowiec gospodarzy niczym nie ryzykował, mógł więc być odważny. To następne mecze, bo one będą o faktyczną stawkę, pokażą, czy Marco Silva potrafi zaryzykować i wie, jak podjąć dobrą decyzję. Bo jak nie, to los Hull jest przesądzony.

Przesądzony nie jest na razie los Liverpoolu. Powiem więcej, po brzydkiej wygranej z Burnley wydaje się, że niżej niż piąte miejsce w tabeli już nie spadną. Dlaczego brzydka? To rywale zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko. Mało strzałów, mało miejsca na boisku. Tego można było oczekiwać od zespołu, który przyjeżdża do faworyta. Można powiedzieć wygrali zaangażowaniem, ale za to punktów nie dają. Wcześniej Liverpool takie spotkania przegrywał. Stąd porażka w pucharach, stąd kilka spotkań ligowych, które mogły zakończyć się innym, lepszym z punktu widzenia Liverpoolu, wynikiem. Teraz jest wygrana i to bardzo dobry moment. 10 meczów do końca to dobry czas na odnalezienie recepty na wygrywanie. Co prawda nie da to tytułu, ale już miejsce w pierwszej czwórce raczej tak. Tylko taki mecz, jak z Burnley, nie może być jednorazowym wyskokiem. Do końca sezonu można się dopatrzyć ośmiu meczów, które nie będą miały tego dodatkowego blasku. Dlatego teraz nie można powtarzać przeciętnego stycznia i lutego, bo będzie niedobrze.

Słówko o pucharze, skoro widziałem wszystkie spotkania. Co prawda dzisiaj ten naj mecz, ale o tych, co się zakończyły. Manchester City miał za dużą przewagę w spotkaniu z Boro, żeby pozwolić sobie na porażkę. Oczywiście ona mogła się zdarzyć, ale mi brakowało trochę zimnej głowy w drużynie rywala. Rozumiem, zaglądający w oczy spadek z ligi może pętać nogi i głowy. W korespondencyjnym pojedynku drużyn ze stolicy górą Tottenham. Arsenal się starał, ale nie zachwycił w meczu z Lincoln. W pierwszej połowie naprawdę trudno było dopatrzyć się różnicy 88 miejsc w ligowej tabeli między zespołami. Po pierwszym golu i po przerwie goście już nie wierzyli w awans. Dlatego nie dziwi mnie wygrana, bo w drugiej połowie już zaczęła być widoczna różnica w przygotowaniu kondycyjnym. Co z tego, że wiesz, co masz zrobić, jak tego nie możesz. Hasła WEXIT przed meczem też są zrozumiałe, bo to zmierza do końca. Arsenal wygląda po prostu jak umierające drzewo, stojące gdzieś w lesie. Co prawda nawet w takich warunkach może urodzić się z tego nowe życie, ale to już nie będzie to. Tottenham z kolei pokonał zespół z trzeciej ligi jedną bramką więcej, a jedynym chmurką na tym pięknym i słonecznym niebie jest kontuzja, jaką odniósł Harry Kane po kilku minutach meczu. Jak wypadnie do końca sezonu, to może zaboleć klub. No ale trzeba poczekać, bo pewnie zaplecze medyczne, będące chyba coraz ważniejszą częścią każdego klubu, staje na głowie, żeby zminimalizować negatywne skutki.

Następna kolejka będzie już normalniejsza pod względem liczby meczów. Najciekawiej zapowiada się niedzielny mecz Manchester City – Liverpool. W sobotę jest wiele trójpaków można powiedzieć, bo co prawda to nie są sześciopaki w pełnym tego słowa znaczeniu, ale pięć meczów może rozstrzygnąć nieco sytuację na dole tabeli. W końcu to już połowa marca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz