_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

01.05.2017

35 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Lubię te kolejki, kiedy mamy te niby zwroty akcji, kontrowersje, ale na końcu wszystko zostaje takie samo, jakie było wcześniej. Chociaż może nie, bo drużyny z dołu tabeli z jakiegoś powodu nie chcą spaść z ligi.


Tylko że w przypadku pewnych zespołów było już za późno i niezależnie od użytych środków, zostałyby one relegowane. Spotkało to Sunderland, ale dużą naiwnością byłoby założenie, że ten spadek nastąpił z powodu niekorzystnego wyniku ostatniego spotkania. Trudno ustalić, kiedy dokładnie zaczął się ten upadek klubu. Tak właściwie w każdym sezonie po awansie w 2007 roku jechali na kroplówce, z reguły ratując się dobrą końcówką. Wcześniej też były spadki, więc może przyczyn należałoby szukać w sezonie 2000-2001, bo wtedy po raz ostatni zajęli miejsce powyżej 10. Z drugiej strony jak się prześledzi historię klubu, to co kilka sezonów spotykała ich przykra konieczność pożegnania się z ligą. Po drugiej wojnie światowej był dłuższy okres bez spadku, ale to w futbolu praktycznie prehistoria. Oczywiście jest pokusa, żeby wskazać zarząd, ale to będzie za łatwe. Zawsze jest tak, że za dane wydarzenie odpowiada cały szereg czynników. Nawet jak na końcu jest jedna osoba, to podjęte wcześniej decyzje, w wielu różnych miejscach, doprowadziły do danego efektu. Niedobry szkoleniowiec? Powiedziałbym, że niedobre były procedury istniejące w klubie. Dobre pozwoliłoby przetrwać każdy kryzys, nawet jakby zespołem zarządzał pawian z cyrku rzucając lotkami w tarczę. Tak więc pobyt w Championship musi zostać poświęcony na opracowanie dobrego planu działania na wypadek, kiedy szkoleniowiec nie będzie miał magicznej różdżki w ręku. Można powiedzieć, że nie dowieźli ich do sklepów.

Dobrą decyzję podjął zespół Hull City zmieniając szkoleniowca, bo oni chyba się uratują. On chyba miał ten dar w ręku. Zgoda, że nie wygrali spotkania wyjazdowego z Southampton FC, ale ten punkt może być cenny. Widać było, że zespół jest dobrze zorganizowany, co zapewni mu jakieś punkty do końca sezonu. Problem pojawia się w momencie, kiedy trzeba zdobyć bramkę. Jakby zespół miał więcej pewności siebie, to popisy ofensywne nie skończyłyby się trafieniem w słupek po strzale Kamila Grosickiego. W defensywie był za to obroniony rzut karny, ale też pod koniec zabrakło chyba spokoju w głowie, bo nie trzeba było faulować. Tylko że to nie miało żadnego znaczenia, bo zespół wrócił z punktem. Normalnie to byłby duży sukces, ale Swansea następnego dnia też uciekła spod topora. Przez cały mecz piłkarze skutecznie powstrzymywali Manchester United, ale Old Trafford to już nie jest ta twierdza, co kiedyś. Rzut karny dla gospodarzy to oszukanie arbitra po prostu, jedynie kary wymierzane po spotkaniu (przykładowo trzy spotkania odpoczynku) lub arbiter telewizyjny (liga może to wprowadzić, ale trzeba pokonać opór materii, czyli starego świata, gdzie błąd arbitra był czymś normalnym) to wyeliminują. Jak się odpocznie przez kilka spotkań, a dodatkowo zostanie nałożona kara finansowa, to skończy się zabawa w nurkowanie na murawie. Będzie to miało podobny efekt do sprayu rozpylanego na murawie przy ustalaniu, gdzie ma stać mur. Tylko że ten remis niewiele daje Swansea. Wszystko dalej pozostało w nogach piłkarzy Hull. Oni mogą ich spuścić z ligi, ale też uratować wyrzucając Crystal Palace. Oczywiście mogą też spaść sami. Maj na dole tabeli zapowiada się interesująco.

Emocje na górze tabeli się za to wyczerpały, bo Chelsea miała mieć ten teoretycznie najtrudniejszy mecz, a wyszła z niego bez większego zadrapania. Powiedziałbym lekko rozczarowujący przebieg spotkania, bo goście co prawda późno zdobyli bramki, bo pierwsza padła po godzinie gry, ale nie było żadnego momentu, kiedy Everton mógłby jakoś poważniej zagrozić rywalowi. Samą defensywą nie wygrywa się spotkań, a w ofensywie cały potencjał skutecznie neutralizowała Chelsea. Dlatego nie pisałbym od razu, że Romelu Lukaku zawalił mecz. Rywal po prostu wiedział, jak go powstrzymać. Jak zneutralizować jego mocne strony. Brakowało mu dobrych kolegów wokół siebie, bo to Chelsea mogła wpuścić z ławki Cesca Fabregasa, czy Williana. Everton nie ma takich zawodników nawet w pierwszym składzie, a co dopiero mówić o rezerwach. Dlatego tytuł trafi w ręce najlepszej drużyny.

Tottenham, mimo pokonania Arsenalu, nie wygra, bo zabraknie mu meczów po prostu. Oczywiście zostaną szanse matematyczne, ale podejrzewam, że dla wielu osób zerwanie z tradycją St Totteringham’s Day jest ważniejsze. Co tam żelazny stołek (tytuł krajowy), że zacytuję pewnego bohatera literackiego, jak ważniejsze rzeczy są tu i teraz. Było oczywiste, że Arsenal jest słabszy w tym momencie. Tabela nam to pokazywała. Byłem jednak rozczarowany tym, jaka była różnica. Zapisywałem sobie autorów tych głównych szans ze spotkania. Dele Alli, Christian Eriksen, Jan Vertonghen, Victor Vanyama, a przy wyniku 2-0 kolejne szanse wspomniany już Jan Vertonghen, Harry Kane i Toby Alderweireld. Co łączy tych zawodników? Oni występują w jednej drużynie. Arsenal mnie rozczarował, spodziewałem się czegoś więcej po zespole. Nie wygranej, bo to byłoby trudne, ale lepszej gry, lepszego podejścia do spotkania. Żeby nie było widocznej aż takiej różnicy. Gdyby nie Petr Cech, to mówilibyśmy o wyniku pięć lub sześć do zera. Regres, jaki dokonuje się w Arsenalu, jest wręcz zatrważający. Coraz bardziej przypominają okręt prowadzony przez szalonego kapitana, płynący w środek sztormu stulecia. To nie może się udać, czy zakończyć czymś dobrym. Zawsze jest niebezpieczeństwo, że jak rządzisz za długo, to wymieniasz osoby wokół siebie i zastępujesz ich potakiwaczami. Oni się nie sprzeciwią, nieważne co będziesz robił. Zgoda, konflikt jest czymś złym, ale brak sporów a taktykę, analizowania dlaczego ktoś się nie zgadza, dlaczego myśli inaczej, jest tak samo groźny. Nadmierna pewność siebie, ciągłe przekonanie ja wiem lepiej, to powolny i podstępny zabójca. Można powiedzieć, że to działa jak trucizna i Arsenal wygląda dziś jak zatruty, schorowany klub. Po tym, co widziałem w tym spotkaniu, wydaje się oczywiste, że skończą poza pierwszą czwórką. Tam brakuje czegoś, czego nie nadrobi się w kilka dni.

Następna kolejka zacznie się w piątek, derbami Londynu West Ham – Tottenham. W sobotę Hull – Sunderland, bo czasami spadek z ligi zwalnia głowy piłkarzy z presji. W niedzielę Arsenal – Manchester United, ale jak mam być szczery, to już nie smakuje tak, jak kiedyś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz