_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.05.2017

37 Gameweek Premier League (sezon 2016-2017)


Ostatnie podsumowanie kolejki tego sezonu Premier League. Jest co prawda jedna seria spotkań przed nami, odrabianie wszystkich zaległości, ale to detale. Odpowiedzi na najważniejsze pytania już poznaliśmy, w najbliższych dniach dostaniemy jedynie potwierdzenie tego na piśmie, czyli w tabeli. W tej kolejce potwierdzony został ostatni spadkowicz.


A został nim zespół Hull City, co było przewidywane od początku sezonu. Tylko że najpierw potrzebny był odpowiedni rezultat spotkania Sunderland – Swansea. Odpowiedni do tego, żeby mecz następnego dnia miał znaczenie, większe niż wynikałoby to z przetasowań w tabeli. Można się zastanawiać, czy Sunderland faktycznie był w tym spotkaniu. W poprzedniej kolejce pokonali co prawda Hull City, ale to nie miało żadnego znaczenia. Można szukać pewnych analogii do meczu z początku lutego, kiedy Sunderland dość przekonująco pokonał Crystal Palace i mógł marzyć. Z tych marzeń wyszło pokonanie Hull City na początku maja, ale to był tylko jednorazowy wyskok. Wygrana nad słabą drużyną, co pokazał następny dzień. W spotkaniu ze Swansea zobaczyliśmy, jak słabym zespołem był Sunderland w tym sezonie. Nie chciałbym pisać, że bramkarz popełnił błąd, czy nie, wychodząc do piłki, przegrywając walkę, a w konsekwencji zespół stracił gola. Równie dobrze można doczepić się do obrońców, którzy mogli zachować się lepiej. Problemem był brak reakcji na to wydarzenie. Trudno powiedzieć, że piłkarzy jakoś dotknął ten wynik. Przegrywali do przerwy dwiema bramkami, a po niej zamiast reakcji i walki, tak żeby fani zespołu mogli myśleć o jakichś pozytywach latem, była dalej słaba gra. Ten zespół potrzebuje poważnych zmian, bo na chwilę obecną nie wydaje się możliwe, że powtórzy osiągnięcie Newcastle i wróci do Premier League od razu. Już nie mówię o wygraniu drugiej ligi, ale o powrocie. O jedno miejsce pozwalające wrócić, będą walczyć 3-4 drużyny. Z czasem zostaną po dwie, ale nie ma żadnej gwarancji, że będzie to Sunderland. Powiedziałbym Newcastle miał więcej atutów w ręku, nie tylko szkoleniowca.

Skoro już temat szkoleniowca został wywołany, to o drużynie Hull, która szansę miała, ale ostatecznie spadła z ligi. Na pocieszenie jako ostatni zespół, nie jako pierwszy, co wydawało się pewne jesienią. Podejrzewam, że ten zespół dobiła porażka w poprzedniej kolejce, kiedy Sunderland odczarował ich stadion i wywiózł trzy punkty. Porażka z Crystal Palace chyba była spodziewana, bo zespół na wyjazdach wygrał raz. W sierpniu. Dlatego było trudno, a poziom trudności poszedł jeszcze w górę. Umówmy się, była możliwość na osiągnięcie dobrego wyniku. Im dłużej utrzymywałby się wynik remisowy w tym spotkaniu, tym bardziej piłkarze Crystal Palace byliby zdenerwowani. Oni co prawda nie musieli wygrywać, ich spadek miał małe szanse na zmaterializowanie się, ale biorąc pod uwagę, że ostatniego meczu raczej nie wygrają, to porażka podgrzałaby atmosferę. Zamiast tego gol, po błędzie defensora, w trzeciej minucie meczu. Po pół godzinie drugi i to już było wiadomo, że goście nie wrócą do tego meczu. Za duża różnica jakości, siły składu. To nawet Marco Silva sprawiał wrażenie, że nie wierzy w sukces. Kolejne bramki niczego nie zmieniły, bo goście próbowali atakować, ale odbijali się od defensywy rywala, jak piłka od ściany można powiedzieć. Dlatego wszystkie zagadki w dole tabeli zostały wyjaśnione.

Teoretycznie największą zagadką na chwilę obecną jest postawa Manchesteru United w finale Ligi Europy. Spotkanie z Tottenhamem, które normalnie byłoby jedną z atrakcji, może nawet całego sezonu, zostało skutecznie wyciszone przez szkoleniowca gości. Jose Mourinho nie dbał za bardzo o wynik tego meczu, dlatego nawet nie starał się wykorzystać tego emocjonalnego momentu. Tottenham w końcu żegnał się ze swoim domem. Nowy co prawda zostanie wybudowany w tym samym miejscu, ale taki moment może zawsze mieć wpływ na postawę zespołu. Tutaj nie miał, ale powiedzmy sobie szczerze, to nie ta bitwa, która wpłynie na losy szkoleniowca. Przypominam sobie poszczególne odcinki Gry o Tron (albo Gotowania z Khalem, jak to określiła żartobliwie rodzina), dlatego ta wygrana byłaby tym, czym było zdobycie Kamiennego Młyna. Nie mającym większego znaczenia detalem, który mógłby przynieść jedynie straty, liczone w kontuzjach i zdrowiu zawodników. Tylko odpowiedź na pytanie, czy Jose Mourinho skończy jak Jon Snow, czy jak Robb Stark, skoro trzymam się analogii do książek/serialu, poznamy dopiero po meczu finałowym. To wtedy zobaczymy, czy cały ten misternie tkany plan, ściąganie presji i budowanie formy na finał, się powiódł, czy nie. Teoretycznie bliżej mu do pierwszego z wymienionych bohaterów, bo można szukać analogii między zwolnieniem z Chelsea, a zwolnieniem ze złożonej przysięgi. Tylko fikcja literacka to nie realne życie. Liga krajowa nie ma w tym momencie znaczenia, ale ona nie ma znaczenia, bo w trakcie sezonu portugalski szkoleniowiec popełnił o jeden błąd za dużo. Mógł przystępować do finału z 3-4 miejsca w lidze, do tego potrzebował 5-6 bramek więcej w rozgrywkach krajowych. Wtedy finał byłby tylko meczem o trofeum, a nie czymś jeszcze. Nie wiem, czy właściciele przełkną kolejny sezon bez Ligi Mistrzów. Do tej pory brak awansu oznaczał zmianę szkoleniowca. Dlatego widać presję po Portugalczyku. Co jak co, dwa zwolnienie z rzędu źle wyglądają w cefałce.

Nie przewiduję suplementu na mecze w środku tygodnia, a następna kolejka w niedzielę, wszystkie spotkania od 16. Byłoby miło, jakby piłkarze choć raz trzymali się roli i nie robili żadnej improwizacji w wynikach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz