_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

15.08.2017

1 Gameweek Premier League (2017/2018)


Wróciła liga angielska, a raczej Jej Wysokość Premier League. Były niespodzianki, ładne gole, jeszcze większe niespodzianki, ale przede wszystkim czerwone kartki. Nie spodziewałem się, że już w pierwszej kolejce poznamy zwycięzcę w kategorii najgłupsza czerwona kartka sezonu.


Wbrew pozorom nie był to Gary Cahill. Co prawda ten wślizg został wykonany bez większego sensu, bo to były zdecydowanie bliżej bramki rywala, niż własnej, ale nerwy w zespole i można to zrozumieć. Wydaje się, że Chelsea dopiero ruszy do zakupów na rynku, bo nie ugra z tym składem niczego, w lidze krajowej przynajmniej. Liga Mistrzów to inna historia, bo wiele będzie zależeć od ogólnie pojmowanej formy dnia. Pod warunkiem, że zespół dotrwa do meczów wiosennych. Można powiedzieć dobrze, że nerwy znalazły ujście na murawie, bo to był tylko jeden mecz, a 37 pozostało do końca. Chelsea nie przeszła pierwszej przeszkody, ale sobie poradzi. Chyba że, bo takie ryzyko też istnieje, właściciel będzie pochłonięty sprawami rozwodowymi, bo gruchnęła informacja, że Roman Abramowicz i Daria Żukowa będą się rozwodzić. Teoretycznie nie ma to żadnego związku z piłką nożną, ale jest inaczej. Właściciel, pochłonięty rzeczami, które dzieją się w sali sądowej, może nie wspomóc klubu odpowiednimi transferami. Stąd mogą być nerwy i nieudany początek sezonu. W tym meczu było też chyba zlekceważenie rywala, bo przecież Burnley słabo gra na wyjazdach. Po czerwonej kartce dla kapitana zespół brzydko implodował i stracił trzy gole do przerwy. Po niej wrócił, kto wie, może i dogoniłby rywala, ale pojawił się drugi konkurent w walce o najgłupsze wykluczenie sezonu. Nie wiem, o czym myślał Cesc Fabregas. Najpierw oklaski dla sędziego, jaki to ma sens? Nie wiem. W drugiej połowie wejście w rywala, na pomarańczową kartkę, ale mając żółtą, nie robi się takich wślizgów. Nie prowokuje się arbitra do pokazania kolejnej. Kolejny gol dla Chelsea niewiele zmienił. Cieszyć może jedynie bramka w debiucie Alvaro Moraty, bo zespół będzie potrzebował jego goli. No i mówiąc ogólnie, spojrzenia na siebie i poprawy gry. W końcu to mistrz Anglii.

O ten tytuł będzie walczył Liverpool, ale po pierwszym meczu byłbym bardzo sceptycznie nastawiony do szans klubu. Rozumiem, że gra ofensywna wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. Z grą defensywna są problemy. Watford prowadzi szkoleniowiec, który potrafi dobrze przygotować zespół zarówno do obrony, jak i do ataku przy tych wszystkich sytuacjach, kiedy piłka spoczywa nieruchomo na murawie. W tym meczu dało to tak właściwie trzy bramki. Myślałem, że zostanie to poprawione, bo w poprzednim sezonie były pretensje o to samo. Zespół nie potrafił wybronić się w sytuacjach, kiedy rywal rzuca te dodatkowe 10% przy stałych fragmentach. Można co prawda mówić, że był spalony, ale defensywa zagrała katastrofalnie. Jedno dobre wybicie wcześniej i nie byłoby tego całego zamieszania. Zresztą przez cały mecz w ataku Liverpool potrafił grać świetnie. Za to w defensywie tragicznie. Nowi gracze? Oni się pewnie pojawią, ale problem jest poważniejszy, bo dotyczy taktyki meczowej. Ona musi zostać poprawiona, ale czas na to był w lipcu. W czasie sezonu to się nie uda, bo można poprawiać poszczególne elementy, ale konstrukcja powstała wcześniej. Dlatego będą uciekać punkty.

No i zwycięzca w konkursie kartkowym, czyli Jonjo Shelvey. Nie dziwi mnie, że po meczu z Tottenhamem szuka pomocy u psychologa, żeby gniew nie rządził nim tak dobrze. W tym momencie to jego słabość. Mógłby być lepszym graczem, po prostu wznieść swoją grę o poziom, czy dwa, ale takie zachowania na boisku cofają go. Nie interesowałoby mnie za bardzo, czy Dele Alli mnie prowokuje, czy nie. Jestem kapitanem, ode mnie wymaga się więcej. Złość nigdy nie jest dobrym doradcą na boisku, no chyba że na siebie. Jak się kieruje przeciwko rywalowi, to jest źle. A jak robisz to tak, żeby arbiter to widział i nie miał żadnego problemu z nazwaniem tego i identyfikacją gracza, to wymyka się to rozumowi. Takie zagrania są popularne na podwórkach, kiedy chcesz odegrać się na kimś, kto jest po prostu lepszy od ciebie. W Premier League to się nie uda, bo nie może się udać. To już grają dorośli mężczyźni, a nie dzieci. Dlatego zachowania dziecinne, obarczone dużą dozą niezrozumienia całości sytuacji, będą skutkować upomnieniami. Jedno co dobre, nie było kontuzji i nie wypaczyło to wyniku spotkania.

Następna kolejka w sobotę. Liverpool – Crystal Palace, bo oba zespoły nie zaczęły dobrze i Stoke – Arsenal (rozumiem, że to już nie to, co kiedyś, no ale). W niedzielę pierwsze głośne derby, Spurs – Chelsea. Szkoda, że w poniedziałek dopiero, Manchester City – Everton.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz