_

Polecany post

Premier League - zapowiedź sezonu 2017/2018

Nowy sezon, nowe nadzieje, orkiestra wciąż gra, ale to może być ostatni sezon na bogato. Albo jeden z ostatnich. Rozumiem, że światy pol...

18.12.2017

18 Gameweek Premier League (2017/2018)


No proszę, nie dość, że walka o tytuł mistrzowski nam się prawie rozstrzygnęła, to zgęstniała rywalizacja w dole tabeli. Na chwilę obecną zespoły od miejsca 11 do 20 są zagrożone, ale spokojnie, chyba już dziś Swansea zarezerwuje sobie bilet do drugiej ligi. W następnych tygodniach zrobią to kolejne zespoły. No ale wracając do walki na szczycie tabeli.


Teoretycznie spotkanie Manchester City – Tottenham wydawało się być mocnym kandydatem do późniejszego tytułu meczu sezonu. Z jednej strony rozpędzeni gospodarze, którym miała zacząć ciążyć seria wygranych. Z drugiej młody, głodny i groźny dla każdego zespół z Londynu, który mógłby pokusić się o niespodziankę. Mrzonki. Nie chodzi o wynik, ale o styl, w jakim Tottenham przegrał to starcie. Pierwszy stracony gol w bardzo mierny sposób, bo nie wiem, jakim cudem Ilkay Gündogan nie był pilnowany w polu karnym Tottenhamu, kiedy rywal wykonywał rzut rożny. Że jest niski ktoś powie? On nawet nie skakał, więc pytanie, gdzie był obrońca, jest zasadne. Po tym golu gra co prawda się wyrównała do pewnego stopnia, ale im więcej minut, tym bardziej zaznaczała się przewaga zespołu gospodarzy. Tottenham odpowiedział faulami na pomarańczową kartkę, bo zarówno Harry Kane, jak i Dele Alli mogli innego dnia, przy innym arbitrze, oglądać resztę spotkania z trybun, ciesząc się urlopem na święta. Owszem, Kane został wcześniej uderzony w twarz, ale to było w ferworze walki o piłkę, a nie celowe zagranie defensora City Nicolása Otamendiego. Jeśli to był rewanż, to źle to świadczy o zawodnikach Spurs. Chyba się zagotowali, widząc różnicę poziomu między zespołami. Następne bramki to już dobijanie powalonego przeciwnika, a zmarnowany rzut karny nie mógł niczego zmienić. Różnica między drużynami była za duża. Zbyt duża, żeby myśleć o nawiązaniu walki. Co ciekawe nie sądzę, że była to pomyłka szkoleniowca Tottenhamu. Po prostu jedna drużyna była lepsza i dobitnie to pokazała na murawie. Inna taktyka, a więc plan na osiągnięcie sukcesu, niewiele by dał. Tottenham ma swoje problemy, okienko transferowe zaraz się otworzy. Żartując można powiedzieć, że niektóre Koguty wylecą i osiądą w nowych kurnikach. Niby bezpośredniego zagrożenia nie ma, ale zawsze jest niepewność. Tym bardziej, że rywale płacą więcej. Nawet jak uda wygrać się te bitwy i zatrzymać zawodników w klubie, to ucierpi na tym pozycja w tabeli.

O tym mogą nam wiele powiedzieć zespoły uwikłane w walkę o pozostanie w lidze. Tak właściwie wszystkie zespoły poniżej ósmego miejsca w tabeli mogą na koniec sezonu obudzić się w Championship. Oczywiście szanse nie są równe, ale tabela nam jeszcze nie popękała tak mocno, a nagromadzenie spotkań powoduje, że kryzys teraz może zakończyć się bolesnym upadkiem. Swansea musi powtórzyć to, co klub zrobił w meczu z West Brom. Czyli wygrać dzisiejszy mecz, ale to będzie trudne. Jak przegrają otworzy się czteropunktowy dystans do bezpiecznego miejsca. Jakby ktoś mnie zapytał, to dużo. West Brom musi zacząć strzelać bramki, bo jak nie, to też mogą zostać pod kreską. Newcastle to tradycyjny chciałoby się powiedzieć problem z właścicielem, ale jak to zostanie uporządkowane, to pewnie odrobią dystans do środka tabeli i będą mogli myśleć o lepszym jutrze. Stoke City niebezpiecznie zmierza w stronę spadku, ale oni zawsze mogą zagrać kartę zmiany szkoleniowca. Patrząc w górę obawiałbym się delikatnie o zespoły Watford i Southampton, bo coś mi nie pasuje w tych drużynach. Szansa na to, że coś pójdzie nie tak, jest większa niż normalnie, o tak napiszę. Skoro nie zanosi się, że będziemy w tym sezonie emocjonować się walką o tytuł (na chwilę obecną dystans to pięć spotkań), to pozostaje nam rywalizacja o pozostanie w lidze. Skoro czwarte miejsce jest dość zgodnie uznawane za małe mistrzostwo Anglii, to 17 miejsce można uznać za małą Ligę Mistrzów. Małą, bo nie ma takiego zainteresowania. Jednak finansowo wszystko się zrekompensuje. Dlatego w tym sezonie to będzie bardzo zacięta walka, w niektórych przypadkach o przetrwanie. Odrobina chciwości jest dobra, bo ona nie pozwala nam osiąść na laurach, ale jej przesada niszczy, ale tak się dzieje ze wszystkim, czego nadużywamy. W końcu jak jesteśmy od czegoś uzależnieni, to przestajemy być wolni. Ktoś, lub coś innego zaczyna nami kierować. Niektóre zespoły nadużyły i upoiły się pieniędzmi za grę w lidze, nie budując zdrowych fundamentów, a poprzestając na bezrefleksyjnej konsumpcji. Bez nich nie przeżyją, dlatego walka o pozostanie w lidze będzie coraz bardziej zacięta. Brutalne prawa natury można powiedzieć i dobór naturalny. No ale to tylko liga piłkarska, niewiele znacząca, prawda.

Następna kolejka rozpocznie się w piątek. Co prawda mi zabawa FPL nie wyszła w tym sezonie, ale trzeba pamiętać o zmianach w składzie. Arsenal – Liverpool na dzień dobry, w sobotę Everton – Chelsea, potem sześciopak, wybieram Stoke – West Brom, a na zakończenie Leicester – Manchester United.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz